Constantine - tym razem serial

Jak pamiętacie, film nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Wręcz przeciwnie. Za to bardzo czekałam na serial i powstrzymałam się, by nie ...

Jak pamiętacie, film nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Wręcz przeciwnie. Za to bardzo czekałam na serial i powstrzymałam się, by nie obejrzeć przypadkiem opublikowanego pierwszego odcinka. Dlaczego? Bo, po pierwsze, nie było pewne, czy będzie to odcinek oficjalny, czy jest to po prostu badanie reakcji publiczności (jak w przypadku Teorii Wielkiego Podrywu, czy Sherlocka). Po drugie, różnica czasowa, pomiędzy wcześniej wypuszczonym pierwszym odcinkiem, a kontynuacją serialu była tak duża, że postanowiłam ograniczyć swoje cierpienia na oczekiwanie dalszej szczęści - tak w razie czego, gdyby jednak mi się spodobał.
Uprzedzając na wstępie - nie znam komiksów, nigdy żadnego nie miałam w rękach. Jestem więc tabula rasa, a na oświecenie czekam w komentarzach.
Zacznijmy od tego, że zapowiedź serialu obiecywała mi coś w rodzaju horroru. Nie, że kocham horrory. Ale jak ktoś obiecuje mi coś, na czym choć przez chwilę będę się bać, to chcę się bać. Niestety, dwa pierwsze odcinki nie ocierają się nawet o klimat horroru (chyba, że klasy D). Jadłam więc kolację w spokoju, gdzieś tam szalały demony, ale jakoś nie próbowały zrobić na mnie wrażenia. Nie starały się szczególnie. Nie chcę myśleć, co czuli fani komiksów, gdy to zobaczyli.
Ale ciągle mam w pamięci, że Supernatural też mnie nie powaliło na początku. Tak naprawdę wciągnęłam się dopiero w okolicy piątego odcinka (tego z szpitalem psychiatrycznym) i pewnie, gdybym nie miała wtedy tyle wolnego czasu, to nie dostaliby tej szansy. Dlatego po naprawdę kiepskim pierwszym odcinku, odpaliłam drugi. I tu było już trochę lepiej.


Niby coś się dzieje, ale ogląda się bez większych emocji. Źródło

Co prawda, niestety, nadal klimat horroru majaczył w tle, jakby nie był pewny, czy może się w tym serialu pojawić czy nie. Zagląda zza kadru, ale jakoś nie chce przejąć pałeczki. Duchy robią wrażenie, dopóki nie pojawiają się na ekranie. Bo potem cały efekt szlag trafia. Jednak, drugi odcinek sprawił, że nie spisuję serialu na straty. Głównie dlatego, że pokazał mały potencjał. W pierwszym odcinku mamy przedstawienie jakiejś, wydawało by się większej historii. Jest dziewczyna, którą trzeba uratować itd, więcej nie mówią niż mówią i wszystko jest takie... na siłę. W drugim, gdy dostajemy historię zamkniętą od a do z, sprawa jest znaleziona i rozwiązana, twórcy pokazali, że mogą zrobić coś ciekawego (ale ciągle cierpią na brak wizji, jak dobrze przedstawić duchy i demony). I dlatego daję im szansę. Dam im cały sezon szansy* kilka odcinków na to, by mnie przekonać. Zobaczymy jak szybko mnie całkowicie zrażą.
Po pierwszym odcinku, głównym pytaniem było: gdzie papierosy? Nawet tak niewtajemniczona istota jak ja, wiem, że John Constantine pali jak smok. W drugim odcinku błąd został trochę poprawiony, ale podejrzewam, że rzeszy fanów nadal nie usatysfakcjonowano. Nie ma ani jednej sceny, w której John paliłby papierosa. A to go dogasza, a to nie zdąży zapalić, a to jest gdzieś na rysunku z papierosem, ale nigdzie nie pali tak naprawdę. I tu się pewnie wyłamię, ale podoba mi się ten zabieg. Bo zawszę jak widzę aktora, którego postać dużo pali, zastanawiam się, dlaczego się na to zgodził. Ja wiem, że aktor powinien się poświęcać, ale palenie jest dla mnie na tyle niezdrowe i uzależniające, że dziwi mnie to za każdym razem. Nie byłabym zaskoczona, gdyby sam aktor, Matt Ryan, powiedział, że nie chce palić. Co innego jest jednak zrobić to przez trzy miesiące na planie filmowym, a co innego na planie serialu, który jeżeli się przyjmie, może się ciągnąć latami. Ale, czy sceny z papierosami wrzucono na szybko, by uciszyć spekulację i dalej bohater będzie palił normalnie, czy taki był zamysł twórców i to zagranie będzie kontynuowane, pokażą przyszłe odcinki.


Źródło.

Niepodważalnym atutem serialu, jest jego główny aktor (ktoś jest zaskoczony?). Szczególnie urzekły mnie seny, w których gra z kobietami, widać, że potrafi zbudować... hmmm... klimat niedopowiedzenia. I oświadczyć na końcu rozczarowanej delikwentce, że jest zmęczony, albo uciec oknem.
Pokładałam wielkie nadzieje w tym serialu i niestety, jak na razie jedyne co otrzymałam, to odcinki, które ogląda się, gdy naprawdę nie ma już nic innego. W przeciwieństwie do Gotham, którego w ogóle nie planowałam oglądać, a połykam jeden odcinek za drugim i czuję niedosyt na napisach końcowych. Ale zobaczymy, może jeszcze Constantine postanowi mnie zaskoczyć.
Jak Wasze wrażenia?

*rozpędziłam się z tym sezonem ;)

Aktualizacja z dnia 08.11.2014 - Trzeci odcinek rozwiał jakiekolwiek nadzieje. Nie dotrwałam nawet do końca. Więc w sumie, to by było na tyle z moich powyższych: może jeszcze się rozkręci.


Przeczytaj też:

Disqus bywa marudny, szczególnie na Operze i Mozilli, więc jeżeli się nie załadował, ani nawet nie pokazał, spróbuj odświeżyć stronę. Powinno zadziałać.

0 komentarze