Masz to zrobić. I nie obchodzi mnie, że nie chcesz.

Z pokoju obok rozległ się kolejny krzyk. Osoba, która zadała elektrowstrząs spojrzała na eksperymentatora przestraszona. –  To go bol...

Z pokoju obok rozległ się kolejny krzyk. Osoba, która zadała elektrowstrząs spojrzała na eksperymentatora przestraszona.
– To go boli. Nie chcę kontynuować.
– Musisz, tego wymaga eksperyment.
– A co jeżeli coś mu się stanie? Kto weźmie za to odpowiedzialność?
– Cała odpowiedzialność spoczywa na mnie – odparł eksperymentator. – Mamy już 180V? Dobrze, podkręć do 195V.
Uczestnik eksperymentu wykonał polecenie. W końcu eksperymentator wiedział chyba co robi, prawda?
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie są zdolni na czyjś rozkaz dokonać masowego ludobójstwa? Dlaczego sekty tak ogłupiają ludzi, że wykonują oni bezmyślnie wszystkie polecenia? Dlaczego niewolnicy nie przeciwstawiali się swoim panom, choć przecież było ich wielu i razem stanowili wielką siłę?
Myślisz, że Ciebie to nie dotyczy? A skąd masz tą pewność, że gdyby stanął przed Tobą prezydent i powiedział: masz go zabić, Twoja odpowiedź brzmiałaby nie?
Zanim odezwą się krzyki i wrzaski, zanim padną argumenty pt. bo znam siebie, nie jestem do tego zdolny, opowiem o eksperymencie Stanley'a Milgrama.

Zasady eksperymentu

Aby upewnić się, że na eksperyment nie będą miały wpływu czynniki sytuacyjne, czy osobowościowe, Milgram wykonał 19 odrębnych, kontrolowanych eksperymentów laboratoryjnych, w których udział wzięło ponad tysiąc osób.
Cały eksperyment polegał na tym, że w jednym pokoju siedział uczeń (pomocnik eksperymentatora). W pokoju obok przebywał natomiast Milgram z uczestnikiem eksperymentu. Uczestnik odgrywał rolę nauczyciela i był przekonany, że bierze udział w eksperymencie dotyczącym badań nad pamięcią i uczeniem się. Powiadomiono go, że celem eksperymentu jest zweryfikowanie, jak kara wpływa na proces szybkiego uczenia się i zapamiętywania – wyniki badania miały sprawdzić, jak zrównoważyć stosowanie nagród oraz kar, by poprawić proces uczenia się. Nauczyciel miał ukarać ucznia, za każdym razem, gdy ten się pomyli. Po każdej pomyłce siła wstrząsu elektrycznego miała zostać zwiększona – nauczyciel miał powtarzać tą czynność, aż proces uczenia stanie się bezbłędny. Eksperymentator pełnił rolę prawomocnego autorytetu, to on decydował o regułach, przydzielał role (na zasadzie sfałszowanego rzutu kostką) oraz kazał nauczycielom kontynuować, gdy ci zaczynali się wahać lub protestować. Zmienną zależną było najwyższe napięcie wstrząsu elektrycznego (max wynosił 450V, w odstępach co 15V).
Prawdziwym celem eksperymentu było sprawdzenie, jak daleko zajdzie nauczyciel w wymierzaniu kary, zanim zbuntuje się przeciwko prawomocnemu autorytetowi i odmówi wykonania dalszej części eksperymentu.

Eksperyment Milgrama (źródło zdjęcia

Przebieg eksperymentu

Całość zaaranżowana była tak, by uczestnicy eksperymentu byli przekonani, że zadają uczniom ogromny ból, a nawet mogą doprowadzić do ich śmierci. Każdy z nauczycieli otrzymywał próbny wstrząs o sile 45V, aby byli świadomi jaki ból będzie odczuwał uczeń. Pomocnik eksperymentatora miał około 50 lat, sprawiał bardzo miłe wrażenie. Wspominał również o chorobie serca, ale był gotowy, by zastosować się do procedury. Został on przywiązany do krzesła elektrycznego, a z nauczycielem będącym w pokoju obok porozumiewał się poprzez system wewnętrznej łączności. Jak się domyślacie, cała szopka z rażeniem prądem była tylko inscenizacją.
Uczeń miał nauczyć się na pamięć listy ułożonej z par wyrazów – po usłyszeniu pierwszego wyrazu z listy, miał podać drugi itd. Jak przewidywał plan eksperymentu, bardzo szybko zaczął popełniać błędy, zmuszając nauczyciela do ciągłego zwiększania dawki elektrowstrząsów. Przy otrzymaniu 75V uczeń zaczynał jęczeć z bólu, przy 150V błagał, by zwolniono go z eksperymentu, przy 180V krzyczał, że nie wytrzyma już z bólu. Przy 300V wył, błagał by go wypuszczono, przypominał, że jest chory na serce. Na każde wahanie nauczyciela, eksperymentator reagował: nie masz wyboru musisz kontynuować/ eksperyment wymaga, byś nie przerywał itp.
Cała sytuacja była niesamowicie stresowa. Ludzie reagowali bardzo różnie, zdarzało się, że stres doprowadzał np. kobiety do płaczu, inni z kolei mocno protestowali, narzekali, nie chcieli kontynuować.
Źródło grafiki 

Nie chcę tego robić, ale on mówi, że muszę

Zanim przedstawiono wyniki eksperymentu, poproszono 40 psychiatrów, by oszacowali ile osób ugnie się pod siłą autorytetu badacza. Oszacowano, że większość uczestników eksperymentu nie przekroczy 150V. Psychiatrzy ocenili także, że do 300V dojdzie zaledwie 4% nauczycieli, a zaledwie 0,1% wykorzysta całą moc generatora, czyli 450V. Swoje założenia oparli oni na cechach osobowościowych ludzi. Uznając, że zmuszając ludzi do tak anormalnego zachowania, zaledwie mały odsetek z nich zgodzi się doprowadzić eksperyment do końca.
Pomylili się bardzo mocno. Żaden z uczestników nie przerwał rażenia prądem przed osiągnięciem 300V, aż 65% z biorących udział zaaplikowało uczniowi maksymalny wstrząs. Pomimo swoich słownych protestów, wykonywali oni swoje zadanie.
Podobny eksperyment został wykonany całkiem niedawno. We Francji badano, jaki wpływ ma na nas telewizja. Uczestnicy programu myśleli, że biorą udział w pilotażowym odcinku. Zasady eksperymentu odtworzono, wzorując się na pierwowzorze Milgrama. Przebieg teleturnieju możecie przeczytać w tym artykule.

Wykluczmy teraz warunki eksperymentalne

Można założyć, że większość osób wiedząc, że bierze udział w eksperymencie, mogła być przekonana, że uczniowi nic nie grozi. Jednak wykonano później wiele innych eksperymentów, jak rażenie prądem szczeniaka przez studentów. Studenci widzieli, jak po każdej dawce prądu szczeniak podskakuje, słyszeli jak skomli. Jednak pomimo to, aż trzy czwarte studentów naciskało przycisk podłączający klatkę do prądu aplikując szczeniakowi maksymalny wstrząs.
Kolejnym przykładem jest badanie przeprowadzone w środowisku szpitalnym. Pielęgniarka (osoba badana) dostawała telefon od nieznajomego lekarza, który kazał jej zaaplikować pacjentowi lekarstwo, aby mogło ono zadziałać zanim on przyjdzie do szpitala. Zapewniał, że polecenie podania leku podpisze, jak tylko pojawi się w pracy. Pielęgniarka miała podać lek o nazwie Astroten, którego maksymalna dawka wynosiła 10 mg, nieznajomy lekarz natomiast prosił, by podała pacjentowi 20 mg. Dwadzieścia jeden pielęgniarek z dwudziestu dwóch zaczęło podawać to lekarstwo*, zanim prowadzący badania ich nie powstrzymał. Tylko jedna z nich odmówiła wykonania polecenia od nieznajomego lekarza.

Naszą podatność na siłę autorytetów bada się od wielu lat. To ona jest przyczyną wielu wojen oraz wielu zachowań, które oglądane z boku, wydają się nielogiczne. Ale niestety, w wielu wypadkach, nie potrafimy się jej oprzeć, niezależnie od tego, czy występuje ona na skalę globalną, czy dzieje się w naszym prywatnym podwórku. Warto o tym pamiętać, gdy ktoś będzie od nas wymagał rzeczy, niezgodnej z naszym sumieniem.

Ps. Co sądzicie o wynikach eksperymentu?
Ps2. Znacie jakieś inne ciekawe eksperymenty?


*w rzeczywistości była to substancja niezagrażająca zdrowiu i życiu pacjentów.

Źródło: "Psychologia i życie" Gerrig, Zimbardo
Źródło głównego zdjęcia: klik



Przeczytaj też:

Disqus bywa marudny, szczególnie na Operze i Mozilli, więc jeżeli się nie załadował, ani nawet nie pokazał, spróbuj odświeżyć stronę. Powinno zadziałać.

0 komentarze