Bałaganiarski Wrzesień

by - piątek, października 06, 2017

 
Zanim się zorientowaliśmy nagle zrobiło się deszczowo i dni zaczęły jakoś szybciej się kończyć. Na brak trzydziestostopniowych upałów narzekać nie mam zamiaru – średnio je znoszę. Ale jednak już noc za oknem w okolicach siódmej godziny to lekka przesada.

Co u mnie

Wrzesień nie był szczególnie ekscytującym miesiącem – zajęłam się głównie pracą i urlop trzeba było od razu odkupić nadgodzinami, co by wszystko nadrobić. A gdy powoli wyszłam na prostą, w marketingu koniec września przekształcił się w grudzień. Tak, jeżeli zastanawialiście się, kiedy zaczyta się myśleć o świętach, prezentach, kalendarzach to już teraz. I to nie tyle myśleć, co to wszystko organizować. Na myślenie terminy nam już minęły.

Ale żeby nie było, że tylko pracą człowiek żyje, we wrześniu udało mi się zrobić nową rzecz. Wyleźć w środku nocy na Babią Górę, żeby z niej obejrzeć wschód słońca. Ku mojemu zaskoczeniu po ciemku w górach idzie się całkiem nieźle, a na ten sam pomysł wpadła masa osób. Parking pod Babią pękał w szwach.

Wszystko układało się doskonale, dopóki nie wyszliśmy poza granicę lasu. Jak to na Babiej, wiało. Ale tej nocy wiało tak, że dosłownie przestawiało wszystkich, a kilkukrotnie miałam problem z utrzymaniem równowagi. Skłamałabym, gdybym udawała, że nie przeszło mi przez głowę, że chyba czas się wrócić i przestać wygłupiać, bo wieje coraz mocniej.

Ale, wszystkim szczęśliwie udało się dostać na szczyt. Pojawił się jednak kolejny problem. Chmur nie było nigdzie, prócz na Babiej (co zobaczyliśmy po zejściu z niej). Wschód słońca był więc… no cóż, musieliśmy uwierzyć przyrodzie, że słońce wstało jak co dzień, bo widać nie było go wcale.
Piękne widoki i niesamowite zdjęcia udało się zrobić dopiero, gdy zeszliśmy ze szczytu i wyszliśmy z chmury. I wiecie co? Było warto.

Tam gdzieś jest wschód słońca. Przynajmniej tak mi wmawiali.
JEST! Słońce!

Seriale

W ramach odmóżdżenia się zerknęłam na niemałą ilość seriali. 


Jeżeli potrzebujecie obejrzeć coś lekkiego i komediowego, to koniecznie spójrzcie na Golden Girls. Jest to serial o czterech starszych paniach, które są już wdowami, lub po rozwodach i jeszcze próbują ułożyć sobie życie. Poziom sarkazmu i ironii powala na kolana większość współczesnych seriali komediowych. Co może zaskoczyć, serial nie unika tematu seksu, wręcz przeciwne, opowiada wprost o tym, jak kończą się randki również w podeszłym wieku.


Przyznam, że nie pchałam się jakoś szczególnie, żeby oglądać Przyjaciół z Uniwerku - polski tytuł jest tak uroczo infantylny. Zwiastun totalnie mnie nie przekonał. A potem gdzieś na facebooku mignęła mi się pozytywna recenzja i pomyślałam, że w sumie, dlaczego by nie. I serial mnie pozytywnie zaskoczył. Jeżeli potrzebujecie komediowego serialu, który równocześnie pokazuje jak skomplikowane bywają relacje z ludźmi, których uważaliśmy do niedawna za bliskich przyjaciół na całe życie, a równocześnie fundujący nam typowo komediowe i przerysowane wydarzenia, to powinien przypaść Wam do gustu. No i to Netflix. Więc serial jest krótki.


Zaczęłam oglądać Mad Mena, choć nie będę ukrywać, że po pierwszej fascynacji mam obecnie przerwę. Jest to jeden z tych seriali, który najlepiej ogląda się w małych dawkach, bo w dużych może znudzić i znużyć – jak mnie. Teoretycznie nic się tam nie dzieje. A równocześnie, na podłożu wewnętrznych problemów bohaterów, dzieje się coś bez przerwy. A serial powinien być obowiązkowy dla każdego, który uważa, że feminizm jest niepotrzebny. Moment, w którym bohaterka nie może sama zdecydować, czy potrzebuje wizyt u psychologa i jej mąż wybiera za nią, to co dla „niej” najlepsze, dosłownie mnie bolał. Tak jak i tysiące innych rzeczy, małych i dużych, które współcześnie są nie do pomyślenia, a wtedy były czymś normalnym i codziennym dla kobiet.


Nadrobiłam także drugi sezon The Expanse, który na chwilę zaspokoił mój głód na space opery. Zniszczył on postać detektywa (niezbyt podoba mi się pierwsza część sezonu i zakończenie jego wątku). Za to druga połowa już totalnie mnie kupiła i nie mogę się doczekać dalszych przygód załogi Rocinante. I tym razem też skończył się tak nagle, że aż musiałam sprawdzać, czy to naprawdę już wszystko na ten rok.


Ale nie tylko serialami żyje człowiek (podobno), uwielbiam stand upy, a w tym miesiącu dosłownie w nich przepadłam. Jeżeli za coś kocham Netflixa, to właśnie za to, że poszedł w ich mocną promocję i nagrywanie występów specjalnych tylko dla siebie. Mogłabym wymieniać długo, ale ostatnio największe wrażenie zrobiło na mnie 25-lecie Def Comedy Jam. Nigdy o tym nie słyszałam. Fascynujące było odkryć, jak Afroamerykanie tworzyli program, przebijając się jakimś cudem do telewizji. Ludzie, którzy latami występowali ze swoimi skeczami na małych scenach w ciemnych klubach, 25 lat temu dostali możliwość występowania na skalę krajową przed bezlitosną publicznością, która gdy się śmiała, to dosłownie tarzając się po ziemi, a gdy nie podobał się jej występ, bezlitośnie buczała na komików. Gala składa się głównie z ujęć starych skeczy i o mój blogu, jaka to jest zgraja utalentowanych ludzi. Naprawdę warto to obejrzeć i przeczekać moment początkowy, gdy głównie sobie nawzajem dziękują. Potem zaczyna się opowieść, czym Def Comedy Jam był i jest. I jest to opowieść fascynująca.

Filmy


Z filmów obejrzałam dwa, składający się na jedną serię i Bałaganiarscy Facebookowicze właśnie mruczą pod nosem: Więzień Labiryntu. I tak, ja wiem, wielu uważa te filmy na nudnawe i nijakie. I ja widzę ich wady (jak totalne zapomnienie o zarysowaniu postaci trochę bardziej, niż: a teraz wszyscy razem uciekamy). Ale może dlatego, że nastawiałam się na straszne gnioty i nudne filmy, pozytywnie się zaskoczyłam i finalnie nie żałowałam ani minuty spędzonej na oglądaniu.
W dodatku rozgrzebałam YouTube w poszukiwaniu wszystkiego z Dylanem O’brien i okazało się, że casting Maze Running był udany na pewno pod jednym względem: wywiady promujące filmy są świetne i sprawiły, że płakałam ze śmiechu.


Ciekawe linki

Trzytysięczny wpis Zwierza – wzięłam udział w krótkim nagraniu z okazji szalonych trzech tysięcy wpisów na blogu Kasi. Ja do tej liczby dotrę mniej więcej w okolicach emerytury.

Jak wyceniać swoją pracę? – jeżeli pracujecie na swoim, lub planujecie to robić, to wycena swojej pracy jest jednym z kluczowych elementów. Life Managerka punktuje swoje błędy, podpowiada jak ich uniknąć oraz podrzuca ciekawy kurs na ten temat. Warto spojrzeć.

Gadżety do makijażu inspirowane Harrym Potterem – jeżeli macie za dużo pieniędzy, Gabi pomoże je wam beztrosko wydać. Jeżeli nie macie ich w nadmiarze, to sprawi, że myśl „przecież nie muszę nic jeść” przyjdzie wam zdecydowanie za łatwo.

Austen nie pisała romansów – znów Zwierz, ale nie mogłam nie wrzucić tego wpisu. Idźcie i czytajcie. Podziękujecie mi później. A raczej Kasi, za świetny tekst.

Nie ma kobiet, nie ma gwałtów – i na koniec, przykłady bardzo ciekawych kampanii społecznych, starających się walczyć ze stereotypem, że to kobieta jest winna, bo nie tak się ubrała, spojrzała, w ogóle była.

You May Also Like

0 komentarze