Witaj w świecie pokrytym popiołem i mgłą, czyli Z mgły Zrodzony

Choć moim ulubionym typem fantasy, jest fantasy dla dorosłych , w stylu Wiedźmina, czy Gry o Tron, to lubię też poczytać coś z części mło...

Choć moim ulubionym typem fantasy, jest fantasy dla dorosłych, w stylu Wiedźmina, czy Gry o Tron, to lubię też poczytać coś z części młodzieżowej. Choćby dlatego, że autorzy często szanują swoich czytelników i nie rzucają im ochłapów. I choć wiele książek nie ruszyło mnie zupełnie (jak Dary Anioła), to kilka z nich porwało mnie bez problemu i sprawiło, że nie mogę przestać o nich myśleć. Chciałabym tu rzucić przykładem Harry’ego Pottera, ale jako że dorastałam razem z bohaterami, to nie jest on najlepszy. Za to świetnym przykładem są Igrzyska Śmierci, które w swoim literackiej wersji, mają naprawdę dużo do powiedzenia i robią to sprawnie. I pewnie dlatego nie umiem na filmy spojrzeć bardzo krytycznie, bo wiem, jaką historię za sobą kryją, choć może nie do końca potrafią ją pokazać. Ale sentyment wygrywa.

Gdy jakiś czas temu wrzuciłam na fanpage hasło, że poszukuję dobrej książki, nie myślałam, że trafi w moje ręce właśnie taka młodzieżówka (Magda, na jaki adres mam słać kwiaty?). Z mgły zrodzony ma w sobie to, czego moje czytelnicze serducho szuka. Świat, bohaterów i historię. Ale po kolei.
Przez tysiąc lat popiół zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, „Skrawek Nieskończoności”, posiadając władzę absolutną, rządził i stosował terror, niezwyciężony jak bóg. A kiedy nadzieja została porzucona już tak dawno, że nie pozostały z niej nawet wspomnienia pokryty bliznami pół-skaa ze złamanym sercem odkrywa ją na nowo w piekielnym więzieniu Ostatniego Imperatora. Tam poznaje moce Zrodzonego z Mgły. Znakomity złodziejaszek i urodzony przywódca, wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.
Nie zrażajcie się tylko złamanym sercem, bo choć w rozwoju Kelsiera odgrywa znaczącą rolę, to poznajemy go na długo po jego pobycie w więzieniu. A Sanderson jest oszczędny w tłumaczeniu, co dokładnie się wydarzyło i dlaczego – i tym mnie urzekł. Nie traktuje czytelnika jak idioty, kładąc mu wszystko na srebrnej tacy. Przyznam Wam, że jestem uczulona, gdy autor od razu wszystko wyjaścia. Dwie strony, czy jeden rozdział i wiesz już wszystko o świecie, a bohaterów masz opisanych na wstępie. Brandon ma zupełnie inne podejście: daje szansę czytelnikowi na wyciągnięcie własnych wniosków, na poznanie postaci po ich zachowaniu, na oglądaniu świata, ale bez tłumaczenia, dlaczego tak wygląda. Musimy przyjąć go takim jaki jest i ze skrawków informacji sami sobie odpowiedzieć, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. Oczywiście, padają tu także obszerne wyjaśnienia, ale są one tak bardzo przez czytelnika wyczekiwane, podane na samym końcu książki, że nikt nie może mieć tego za złe. Ale żeby nakreślić o co mi chodzi, to zdradzę Wam, że jestem w połowie drugiego tomu i nigdzie nie padło jasne stwierdzenie, dlaczego ten świat pokrywa popiół, i dlaczego regularnie spada z nieba. Owszem, wiem, że coś się kiedyś wydarzyło, ale CO, DLACZEGO, i co do tego ma popiół… ciągle nie wiem. Choć czuję, że odpowiedź jest coraz bliżej, a i pewne podpowiedzi były rzucone w kilku miejscach. A takich detali jest dużo więcej.

Sanderson kreuje przed nami świat, którym rządzi niemal boska istota, świat uciśnionych ludzi, nazywanych skaa, którzy już od dawna nie pamiętają o wolności. Świat, w którym dobrze urodzeni, są przekonani, że skaa to bezmyślne stworzenia, gorsze od nich, niezdolne do samodzielnego myślenia i działania. Obserwujemy, jak Kelsier, podejmuje wyzwanie poprowadzenia rebelii skaa. Brandon umiejętnie pokazuje, do czego zdolna jest jednostka charyzmatyczna, jak potrafi samą swoją obecnością porwać tłumy, jak tworzy wokół siebie legendę. A zbuntować skaa, zniewolonych od tysiąca lat, nie jest sprawą prostą. W głębi siebie czują, że powinni żyć inaczej, ale nie pamiętają już jak to jest inaczej. Żyją tak samo jak ich prapradziadkowie, przyjmują to za coś normalnego.

Podczas czytania towarzyszyło mi ciągłe uczucie, jak niewiele pisarze fantasy muszą zmyślać. Owszem, świat, politykę, ekonomię – te niełatwe aspekty muszą wymyślić sami, ale zachowania ludzi? Ich ambicje? Nie trzeba się długo zastanawiać, by znaleźć przykłady w naszej historii na przywódców dzielących innych na nadludzi, czy podludzi. Nie trzeba się daleko rozglądać, by zobaczyć współczesne niewolnictwo. Będę to powtarzać do skutku, ale nie dajcie się zwieść przekonaniu, że powieści fantasy są zmyślonymi bajeczkami dla dzieci. Sprawni pisarze przenoszą tam problemy naszego świata, genialnie je komentując, a uciekając przy okazji od deklaracji politycznych, czy jawnego wskazywania palcem.

Porzućmy jednak dygresje i wróćmy do Z mgły zrodzonego. Bo jak to na książkę fantasy przystało, mamy oczywiście elementy nadprzyrodzone i magiczne umiejętności. Pomysł Sandersona na Allomację oraz Feruchemię sprawiły, że miałam ochotę wysłać pisarzowi kwiaty. Nie chcę psuć Wam zabawy, więc nie zdradzę na czym polegają, tym bardziej, że w książce znów dowiadujemy się o tym stopniowo – ale zdradzić mogę jedno. Właśnie dodałam kolejny punkt, na listę wymarzonych umiejętności magicznych. Co prawda, zasady działania allomacji, przy pierwszym zetknięciu, potrafią bardzo zaskoczyć i zdezorientować, tak znów pojawia się tutaj talent Sandersona. Na tyle jasno i sprawnie opowiada wszelkie zależności, że w pewnym momencie czytelnik instynktownie rozumie co się dzieje, jak to działa i dlaczego. A dzieje się dużo, bo allomacja jest pełna wyczynowych skoków i sztuczek. Feruchemia, choć nie mniej fascynująca, jest jednak mniej spektakularna i owiana tajemnicą w tomie pierwszym.

Nie dajcie się zwieść, całość napisana jest w osobie trzeciej. Co dla mnie jest ogromnym plusem.

Sposób na opowiedzenie historii, również bardzo przypadł mi do gustu (chyba staję się już nudna w tych zachwytach). Brandon ma ładny, wciągający styl (no dobra, ładny styl ma tłumacz, ale bądźmy szczerzy, dobrze tłumaczyć można tylko dobrze napisaną książkę). Znalazł złoty środek pomiędzy dialogami a opisami – nie szczędzi na jednym i drugim, a jednocześnie ani trochę nie przynudza. Wszystko co opisuje, jest po prostu ważne, czy to dla późniejszych wydarzeń, czy dla zrozumienia tego świata. I tak moi drodzy powinno się pisać. Poznajemy więc legendy, historie i zapomniane już religie. Rasy i zwyczaje. I nie nudzimy się ani przez chwilę.

Jednak nigdy nic nie jest bez wad. W powieści można bez trudu doszukać się schematów znanych z innych książek fantasy, ale Sanderson nie zachowuje się, jakby chciał od nich uciec. Wręcz przeciwnie, korzysta z nich umiejętnie: w odpowiednich momentach są, a w innych… robi coś zupełnie przeciwnego, niż byśmy się spowiedziewali. Mamy więc, obok Kelsiera, również młodą i utalentowaną Vin, będącą równorzędną postacią do naszego przywódcy. I choć jej wątek nie jest trudny to przewidzenia, i jakby człowiek chciał, naprawdę mógłby się przyczepić, tyle że ja nie chcę tego robić. Sanderson snuje swoją opowieść bardzo sprawnie, a świat i historia, a szczególnie jej zakończenie, rekompensują wszystkie utarte schematy. Szczególnie przypadł mi do gustu pomysł, by każdy rozdział rozpoczynały słowa, które na pierwszy rzut oka, nie mają za dużo wspólnego z tym co się dzieje. Jednak z każdym kolejnym fragmentem dostajemy pełniejszy obraz wydarzeń, z czasem powoli zaczynamy się domyślać co to jest, by w końcu sam autor potwierdził nasze rozważania. A wszystko łączy się w ładną, spójną całość.

Ale chwila, jak to napisałam „szczególnie jej zakończenie”? Skoro wcześniej wspominałam o części drugiej? A no tak, bo Z mgły zrodzony spokojnie mógłby uchodzić za samodzielną książkę. Co myślę o jej kontynuacji, dowiecie się za jakiś czas, nie uprzedzajmy faktów. A tymczasem idźcie, kupujcie i radujcie się. Bo to jest kawał naprawdę dobrego fantasy. I nie, nie zmieni ono oblicza literatury. Ale zapewni doskonałą rozrywkę na długie jesienne wieczory.

Ps. Czytaliście już może Z mgły zrodzonego? Co o nim myślicie?
Ps2. Jakie książki ostatnio Was zachwyciły, że macie ochotę wciskać je każdemu, kogo spotkacie?
Ps3. Sanderson ląduje na mojej liście autorów, na których trzeba zwracać uwagę. Na pewno nie będzie to pierwsza i ostatnia seria, jaką przeczytam spod jego pióra. Tym bardziej, że wiele dobrego słyszę na temat Drogi Królów - czytali?

Przeczytaj też:

Disqus bywa marudny, szczególnie na Operze i Mozilli, więc jeżeli się nie załadował, ani nawet nie pokazał, spróbuj odświeżyć stronę. Powinno zadziałać.

0 komentarze