Jesteś dorosła i się boisz? Spoko, ja też

by - sobota, maja 23, 2020



Wbrew zdjęciu głównemu, nie będzie to post o strachu w czasie pandemii. Za to będzie o kłamstwie, w którym żyłam bardzo długo i które sprawiło mi wiele wyrzutów sumienia w dorosłym życiu.

Dorastając, byłam przekonana, że dorośli posiadają jakąś tajemniczą umiejętność. Nie boją się.  Nie boją się wykonywać telefonów, załatwiać spraw w urzędach, żadna przeszkoda ich nie blokuje. Jasne, nie są wszystko wiedzący (to chyba jedno z największych rozczarowań dzieci, odkrycie, że rodzice mogą się mylić). Ale to opanowania osób dorosłych sprawiało, że byłam przekonana o ich wiedzy jak żyć.

A potem zderzyłam się z rzeczywistością, w której nie wiedziałam, co robić. Nikt nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy zostać w pracy, czy ją zmieniać. A z żadnym kolejnym rokiem nie spadało na mnie objawienie człowieka dorosłego. Nie klarowały się żadne widoczne ścieżki. Nie było znaku: ta decyzja jest dobra, a ta zła.

Za to towarzyszył stres i strach, przez zwykłymi, prostymi rzeczami. Daleko szukać wypełniałam pod koniec kwietnia pisma w związku z tarczą kryzysową. Kilka razy na głos musiałam sobie powiedzieć, że nic się nie stanie, jak się pomylę. Najwyżej je cofną, odrzucą.
A i tak z drżącym sercem i ogromnym wahaniem wcisnęłam wyślij.

Jako nastolatka i młoda dorosła byłam przekonana, że dorośli się nie boją. Nie zastanawiałam się, że część rzeczy robią, bo muszą. I pewność siebie nie ma tu nic do rzeczy. Nie wiem, dlaczego, przez długi, długi czas, nawet po zakończeniu studiów, towarzyszyło mi przekonanie, że nie powinnam się bać i stresować zadaniami do wykonania.

A przecież to zwyczajnie głupie. Skoro na co dzień nie wysyłam dokumentów urzędowych, a wszystko zdaje w ręce księgowej, to dlaczego oczekuję, że będą dla mnie jasne? Przecież nie mam doświadczenia i nawet podążając krok po kroku za instrukcją, mogę mieć obawy i wątpliwości, czy dobrze wszystko rozumiem.

Przyznam, że chciałabym, żeby ktoś mi to kiedyś powiedział. Żebym nie traciła czasu na samobiczowanie się. Żebym nie czekała na oświecenie i przyjęła do wiadomości prosty fakt: dorośli się boją.

I boją się bardzo często, bo biorą na siebie pełną odpowiedzialność za masę rzeczy. I tak jak każdy, działają na wyczucie. Intuicyjnie. Mając nadzieję, że ich decyzje będą dobre, a przynajmniej nietragiczne.

Tak się zastanawiam, czy czasem nie warto powiedzieć dzieciom, że czegoś się boimy? Jasne, mamy być dla nich opieką i ostoją, zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. Ale z drugiej strony czy pozostawianie wrażenia, że się nie boimy wcale, jest takim dobrym rozwiązaniem?


Fajnie, że jesteś!

Będzie mi bardzo miło, jeżeli zostawisz po sobie ślad, nawet mały. Może to być zwykły uśmiech w komentarzu lub gotowa reakcja z Disqusa. Świadomość, że tu jesteście i czytacie, jest dla mnie największą motywacją do pisania.



Bałagan lubi lajki!


Przeczytaj też:

0 komentarze