Z okazji Dnia Mamy

by - wtorek, maja 26, 2020



Nigdy nie pisałam tutaj o moich rodzicach. A przecież to, kim dziś jestem, zawdzięczam przede wszystkim im. Pozwólcie więc, że dziś opowiem Wam o mojej Mamie.

Gdy byłam mała, czytała mi Ptasie Radio z podziałem na głosy. Żałuję, że tego nie pamiętam. Dziś, gdy pokazuje, jak to robiła, za każdym razem robi na mnie ogromne wrażenie. Miałam swoje prywatne słuchowisko, zanim w ogóle byłam w stanie zrozumieć, co to jest słuchowisko.

Ma świetny gust. Jak byłam nastolatką, śmiałam się, że gdy zostanę sławna, to ona będzie moją stylistką. Ciągle podtrzymuje to zdanie.

Zawsze ufała w moją ocenę znajomych. Gdy w gimnazjum wychowawczyni próbowała ją namówić, żeby zakazała mi kontaktów z moją najlepszą przyjaciółką, moja mama stanęła po naszej stronie. I na szczęście. Gimnazjum dawno minęło, a przyjaciółkę mam do dziś.

Pozwalała mi się rozwijać. Nigdy nie usłyszałam, że siedzę za dużo przed komputerem. Dzięki czemu pisałam, tworzyłam kolejne blogi, zawierałam znajomości.

Ma niezwykłą kondycję i radość z życia. Gdy ja umieram po przebiegnięciu 2 km, moja mama robi 10. Gdy ja po kilkunastu kilometrach już nie mogę wysiedzieć na rowerze (i pedałować), ona 4 lata temu przejechała spod Krakowa na Suwałki. Po 100 km dziennie. Do spółki z tatą, ale o nim opowiem Wam kiedy indziej 😉 Gdy mi nogi się plątają podczas jazdy na rolkach, ona po 40-stce nauczyła się na nich doskonale jeździć. Wspominałam już, że wymiata na łyżwach?

Nikt nie gotuje i nie piecze tak jak ona. To, że potrafi po przepisie ocenić, że placek będzie za słodki, zadziwia mnie bez przerwy. A jeszcze bardziej, że umie zebrać kilka przepisów w jeden, eliminując rzeczy, które uważa za zbędne i zastępując je idealnymi składnikami.

Od zawsze wiedziała, co chce robić. I to marzenie spełniła. Co więcej, rzeczywistość pokryła się z jej wyobrażeniami. Gdy patrzę, jak pracuje z dziećmi w przedszkolu, mam nadzieję, że znajdę w życiu, choć połowę tej satysfakcji z pracy, jaką znalazła ona.

Zdarza się, że obcy ludzie zaczepiają mnie na ulicy i każą pozdrowić mamę. Nigdy nie wiem od kogo, ale zawsze pozdrawiam. I pękam z dumy, że dorośli ludzie zatrzymują mnie, by pozdrowić swoją panią z przedszkola.

Jest doskonale zorganizowana. Gdy ja ledwo staczam się na śniadanie i kawę słodzę solą, moja mama zdążyła już zrobić połowę zaplanowanych na ten dzień rzeczy. Nie mam pojęcia JAK. Ale już się pogodziłam z tym, że tej umiejętności chyba nigdy nie opanuję.

Dzięki niej nie wiem, co to znaczą ciche dni. Darłyśmy koty, gdy byłam nastolatką. Zapewne jak każda matka i córka. Ale gdy tylko kurz i emocje opadły, wszystko wracało do normy. Nauczyła mnie, że ciche dni, to strata czasu i energii. Lepiej porozmawiać.

Gdy w szkole nauczycielka mylnie oskarżyła mnie o popisane krzesła i nie chciała słuchać żadnych tłumaczeń, mama uwierzyła mi, nie jej. Do dziś pamiętam upokorzenie i brak możliwości obrony, gdy rzucano fałszywe zarzuty w moją stronę przy całej klasie. I nie słuchano żadnych wyjaśnień. Mama słuchała. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby mi nie uwierzyła.

Nie zgadzamy się we wszystkim. Jestem przekonana, że doprowadziłam ją wielokrotnie na skraj wytrzymania. Ale z radością i dumą mogę powiedzieć, że nie jest tylko moją mamą. Jest moją przyjaciółką, moim oparciem, moją doradczynią. I mogę mieć tylko nadzieję, że daję jej równie duże wsparcie, jakie ona oferuje mi.

Dziękuję mamo. Za wszystko.


Fajnie, że jesteś!

Będzie mi bardzo miło, jeżeli zostawisz po sobie ślad, nawet mały. Może to być zwykły uśmiech w komentarzu lub gotowa reakcja z Disqusa. Świadomość, że tu jesteście i czytacie, jest dla mnie największą motywacją do pisania.



Bałagan lubi lajki!


Przeczytaj też:

0 komentarze