A co po rebelii? – recenzja „Studni Wstąpienia” i „Bohatera Wieków” B. Sandersona

Dobrego pisarza poznać można po kilku rzeczach. Po pierwsze, co chyba logiczne, umie Pisać. Ale nie po prostu pisać. Tylko właśnie Pisać....

Dobrego pisarza poznać można po kilku rzeczach. Po pierwsze, co chyba logiczne, umie Pisać. Ale nie po prostu pisać. Tylko właśnie Pisać. Umie przelać na papier uczucia, obrazy, wydarzenia, w taki sposób, że odczuwamy je, jakby były nasze własne. Po drugie, umie stworzyć ciekawych, dojrzewających bohaterów. Na końcu historii są zupełnie inni, niż na jej początku – przy czym są to zmiany zachodzące naturalnie, spowodowane przeżytymi wydarzeniami, a nie błąd fabularny. Wiecie, pesymista w ciągu dwóch zdań nie zmienia się w optymistę. Po trzecie, ma fantastyczną wyobraźnię. Co szczególnie odczuwa się przy pisarzach fantasy i science fiction. Nie kopiują znanych nam światów, wymyślają swoje własne od podstaw. I po czwarte, wszystko co wymyśli pisarz, ma sens. Pozornie błahe rzeczy, mają swoje znaczenie fabularne. Nic nie jest przypadkowe.

Brandon Sanderson zdecydowanie jest dobrym pisarzem.

W Z Mgły Zrodzonym czytaliśmy o początkach tworzenia się rebelii, o jej przeprowadzeniu. Zrodzony mógłby być pojedynczą książką – pokonali tego złego i żyją długo i szczęśliwie. Na szczęście tak nie jest. Gdy go zamykałam, zastanawiałam się, o czym Sanderson chce napisać dalej, w końcu teoretycznie wszystkie wątki pozamykał. Nie dał nam odpowiedzi na każde pytanie (np. dlaczego świat osnuty jest mgłą, a z nieba ciągle spada popiół), ale odpowiedział na te najważniejsze. A te pozostawione bez odpowiedzi, niczym nie przeszkadzały, bo w części pierwszej Brandon zrobił to co lubię najbardziej: wrzucił nas w świat i kazał się do niego przystosować. Na szczęście Sanderson miał w zanadrzu dużo większą historię.
W tekście nie ma spoilerów. Jest ogólny opis fabuły, ale nie ujawniający niczego i równie dobrze mógłby się znaleźć na okładkach książek.
I tak w Studni Wstąpienia Sanderson ukazuje nam świat, w którym bohaterowie starają się utworzyć nowy, demokratyczny rząd i utrzymać się przy władzy. Jest to fantastyczne posunięcie, bo z reguły nikt nigdy się nie zastanawia – no dobra, ale co będzie po rebelii? Nasi bohaterowie też się nie zastanawiali. Nie ma żyli długo i szczęśliwie. Zamiast tego nasi rebelianci muszą się zmierzyć z problemami, których wcześniej nie brali pod uwagę. Ktoś teraz musi rządzić, a oni jako przywódcy rebelii naturalnie stali się przywódcami. Zderzają się więc z trudnymi początkami władzy, idealizmem demokracji, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością i ludźmi demokracji nieznającymi. Dodatkowo władzy i bogactw chce wielu, więc utrzymanie władzy w Luthadel wcale nie jest takie łatwe i pewne.

Co jeszcze ciekawsze, Brandon pokazuje w jaki sposób powstaje religia. Wiara w Ocalałego najpierw mała, będąca tylko chytrym planem Kelsiera, służąca jako narzędzie wygrania rebelii, nagle staje się religią, doktryną. W świecie, w którym wszystkie religie dawno wymarły, nowa uderza z mocno i celnie. Jest odpowiedzią na zapotrzebowanie ludzi.

Sanderson oczywiście nie zostawia nas bez wątku poszukiwawczego, będącym typowym dla książek fantasy i dorzuca do całości tajemniczą Studnię Wstąpienia, skrywającą prastarą i zagadkową moc.
W okładkach książek jest dosłownie zakochana. Wydawnictwo Mag - robisz to dobrze!
W Bohaterze Wieków próba utrzymania władzy wykracza poza Luthadel, na całe terytorium cesarstwa. Młodzi dowódcy w jednych miastach starają się działać pokojowo, inne podbijają, szukając odpowiedzi na najtrudniejsze pytanie: jak przeżyć.

Bo z zamglonego świata, który znamy z tomu pierwszego, ten już tonie we mgle. I popiele. Umiera. Kto jak kto, ale nasi bohaterowie nie chcą umierać. Mają nadzieję, że gdzieś tam jest ukryta odpowiedź, która cudownie rozwiąże ich problemy. Że gdzieś jest przepowiadany Bohater Wieków. Tak wyczekiwany przez wszystkich.

Ale koniec świata, końcem świata, polityka nigdy się nie kończy. I tak obserwujemy, jak nasi rebelianci już nie są sprytnymi złodziejaszkami, ale cierpliwymi dyplomatami, niecierpliwymi doradcami i sprawnymi przywódcami wojsk. Nie są wstanie przewidzieć wszystkiego. Ciągle uczą się na bieżąco. Ale jedno im trzeba przyznać. Poddać się nie mają zamiaru.

To w jak sprytny sposób Sanderson łączy poszczególne wątki, jest fantastyczne. I przemyślane. Powyższy podział, który opisałam celowo, rozkłada naszą historię na trzy rozdziały: rebelię, walkę o władzę w mieście, a na koniec w całym imperium. Tak zachowany podział sprawia, że książki utrzymują dobry, spójny rytm.

Dodatkowo podobny podział otrzymujemy w przypadku poznawania ras i mocy rządzących światem. Nie zostajemy zarzucaniu informacjami w pierwszym tomie. Poznajemy ten świat stopniowo, razem z bohaterami odkrywając zakryte karty, by po zamknięciu książki znać odpowiedź na wszystkie pytania. No dobra, prawie wszystkie.

Jestem zachwycona, jak z pozoru niewinne wydarzenia, lub rzeczy, które przewijały się od samego początku, na końcu okazały się znaczące. Jak poboczne postacie wyrastały na pierwszoplanowe, przestając być tylko tłem całej historii.

Sandersonowi udało się zrobić bardzo fajną rzecz. W historii, która w pierwszym tomie wydawała się jak każda inna (nie licząc pomysłowego świata i kilku zwrotów akcji, na które nie każdy pisarz umie sobie pozwolić), przemycił w swoich książkach coś więcej. Tom drugi i trzeci nie opowiada już tak prostej historii – zaczyna się koncentrować wokół polityki i stara się odpowiedzieć na pytanie: czy zawsze to co moralne jest dobre i słuszne, czy może w imię wyższego dobra, możemy na chwilę zapomnieć o naszych ideałach? Pokazuje bohaterów, którzy są przytłoczeni i zmęczeni nagłą odpowiedzialnością, która na nich spadła. I choć są utalentowani i niezwykli, jak to w takich opowieściach bywa, to rozumiemy ich problemy i dylematy. Znaleźli się w środku wydarzeń, których nie potrafili przewidzieć.

Trylogia Z MgłyZrodzonego jest jedną z tych książek, która pod prostą fabułą, pokazuje nam dużo głębsze treści. Może ona być tylko świetną rozrywką, powielając jedne klisze, a inne omijając szerokim łukiem i zaskakując czytelnika. Książką zamieszkaną przez naprawdę zmyślne i ciekawe rasy (jestem wielką fanką rasy Kandra). Książką, w której znajdziemy bardzo zmyślne umiejętności ponadnaturalne, a Allomacja zdaje się być najmniej skomplikowaną. Ale opowiada równocześnie o tym, jak jeden charyzmatyczny człowiek potrafi pociągnąć za sobą tłumy i pokazuje w jaki sposób to robi. Opowiada o narodzinach religii. O tym, że trzeba się zmierzyć z konsekwencjami, których nie potrafiliśmy, albo nie chcieliśmy, przewidzieć. O tym, jak trudną sztuką jest rządzenie państwem i jak wiele zdolności i wiedzy trzeba, by być dobrym politykiem. I że bycie dobrym politykiem w czasach pokoju, oznacza zupełnie co innego, niż w czasie wojny.


To co tam znajdziemy, zależy tylko od nas samych.

Ps. Długa przerwa w pisaniu spowodowana była kapryśnym laptopem. Postanowił się tydzień temu nie uruchomić. Ale już wszystko działa, więc wracamy do zabawy. Stęsknieni? Ja bardzo.

Ps2. Jak się okazało, Bohater Wieków, nie jest ostatnią książką, której akcja dzieje się w tym cudownym świecie. I wydarzenia kontynuacji dzieją się 300 lat po opisanych w Trylogii, więc nie mogę się doczekać stycznia i zacieram łapki :)

Przeczytaj też:

Disqus bywa marudny, szczególnie na Operze i Mozilli, więc jeżeli się nie załadował, ani nawet nie pokazał, spróbuj odświeżyć stronę. Powinno zadziałać.

0 komentarze