Hasan Minhaj: Homecoming King, czyli wszystkie odcienie rasizmu

by - niedziela, listopada 24, 2019



Bardzo lubię stand-upy, jestem jednak wybredna. Nie lubię występów wulgarnych na siłę, pełnych przekleństw i bezsensownego nawiązywania do seksu. I nie zrozumcie mnie źle – nie mam nic przeciwko, gdy ktoś to robi, ale uważam, że niewielu potrafi robić to z głową, sensem i zmusić do myślenia.

Zamiast tego, często dostajemy bezmyślną papkę nastawioną na rozbawianie widowni tylko dlatego, że ze sceny padło kurwa.

Wiem też, że właśnie przez takie występy, wiele osób się od stand-upu odbiło i nie chce mieć z nim nic wspólnego. Tymczasem jest wielu fantastycznych twórców, którzy mają coś do przekazania, a ich występy nie są wulgarne i chamskie.

I pomyślałam, że dlaczego by o tych występach Wam nie powiedzieć, przedstawić moich ulubionych stand-uperów i kto wie, może przekonać do tej formy komedii?


Hasan Minhaj kontra rasizm

To było moje pierwsze spotkanie z Hasanem i już wiem, że nie ostatnie. Hasan jest Amerykaninem indyjskiego pochodzenia, pochodzi z rodziny muzułmańskiej. I już to daje obraz, o czym jego stand-up może być.

Opowiada bardzo dużo o jego wychowaniu przez rodziców imigrantów, którzy jak wielu imigrantów z tamtych rejonów trzymają dzieci krótko, dużo wymagają i poświęcają swoje życie, by oni mogli mieć lepiej. Sprytnie zestawia wychowanie „białe” z wychowaniem „kolorowym”, ukazując duże różnice, a równocześnie, znajdując cechę wspólną – jaką jest przerażenie „co inni powiedzą”.

„Amerykanie uderzają dzieci po rękach i ranią ich ciało. Imigranci uderzają w policzek i ranią twoją duszę. To psychologiczne Guantanamo.”

Swoją historię prowadzi od wczesnych początków dzieciństwa, przez szkołę aż po swoją karierę w komedii, bez przerwy żartując, że długo był tym dzieckiem, co poszło na „straty” i rodzice pokładali już wszystkie nadzieje w dobrą karierę jego siostry. Sam nie poszedł na studia, co z perspektywy rodzin-imigrantów nie jest traktowane z zadowoleniem.

Równocześnie, przemyca do swojej historii, jak poznawał, czym jest rasizm. Jak najpierw nie rozumie się go jako dziecko, później jest się przekonanym, że rasizm to te wyzwiska za plecami, by odkryć, że rasistami są także ludzie, którzy do tej pory traktowali go jak równego sobie.

„Z jednak strony cię lubią, a z drugiej – boją się ciebie”.

Jego historia daje także inną perspektywę na wydarzenia z 11 września – gdy nagle każdy muzułmanin stał się wrogiem.


Pokonywane barier

Podczas swojego show wykłada żartobliwie różnice, pomiędzy muzułmanami a hindusami, rzucając ze sceny „bo przecież wyglądamy tak samo”. Ale choć zestawienie jest zabawne, prowadzi do dużo mniej zabawnej puenty – Hasan ma żonę Hinduskę i jasno mówi, jaką przeszkodą to było na drodze ich związku.

W występie Hasana urzekła mnie lekkość, z jaką wszystko się łączy i jest ze sobą splecione. I choć od czasu do czasu rzuci ze sceny „fuck”, to zawsze znajduje się to w miejscu, które tego wymagało. Sprytnie podkreśla wypowiedź, a nie ma być główną częścią występu.

Sam Hasan zachowuje się na scenie bardzo luźno, widać, że to jego miejsce. I bardzo podobał mi się sposób kręcenia występu – są bowiem kluczowe momenty, gdy kamera się zbliża, a Hasan mówi prosto do niej. Dociera dokładnie do duszy słuchacza, wtedy gdy powinien.


Czy czegoś będę się czepiać? Jednej, małej rzeczy. Hasan mówi bardzo szybko. Wyraźnie i zrozumiale, ale szybko. Dlaczego jest to minus? O ile osoba obeznana z angielskim wszystko sobie spokojnie wychwyci, ewentualnie ratując się napisami – tak osoby niemówiące po angielsku, mogą mieć problem. Napisy mają bowiem ograniczoną pojemność i muszą wyświetlać się na ekranie przez określony czas, inaczej nie bylibyśmy w stanie ich przeczytać.

Co oznacza, że tłumaczka musiała bardziej skoncentrować się na wychwytywaniu sensu i nie zawsze dała radę zmieścić tam żart. Co nie zmienia sprawy, że wykonała kawał dobrej roboty – ani razu nie miałam wrażenia, by napisy przekręciły sens wypowiedzi Hasana.

Jeżeli szukacie swojego pierwszego stan-upu, by przekonać się do formuły – Hasan Minhaj: Homecoming King jest doskonałym wyborem. Podobnie jak wtedy, gdy zdążyliście się zrazić do tego formatu. Nie ma tu nic, co starałoby się wywołać w widzach szok czy obrzydzenie. Jest za to sporo rzeczy, jakie dają do myślenia. I wiele wspomnień, jak choćby z czasów, w których Internet dzieliło się z łączem internetowym.

Występ Hasana został nagrany w ramach Netflix special.

You May Also Like

0 komentarze