Advertisement

Main Ad

Nie przeszkadzaj mi, czytam! Czyli Trylogia Grisza

Już na wstępie powiem: nie spodziewałam się, że świat Griszów mnie aż tak wciągnie i dosłownie będę się chciała wylogować z życia, byleby tylko dowiedzieć się, co dalej. A dokładnie tak się stało. Ostrożnie kupiłam część pierwszą, zachęcona ogólnym poruszeniem Internetu na wieść o powstającym serialu. No i nie ukrywajmy, okładki nowego wydania są najpiękniejsze na świecie.

Nie myślałam jednak, że dwie kolejne części będę zmawiać w trybie natychmiastowym i wyczekiwać na kuriera jak na zbawienie. A dokładnie tak było.

Ale moje początki z Griszą wcale nie były takie proste, bo próbowałam kupić Cień i Kość przez prawie cały 2020. Nakład jednak rozszedł się w całości i gdy już myślałam, że nic z tego nie będzie, wznowiono go gdzieś w okolicach grudnia.

Jednak co te książki mają w sobie, że szuję wielką ekscytację na samą myśl o nich? Na pewno nie mają zaskakującej i nieprzewidywalnej historii. Co prawda autorka wprowadza kilka rzeczy, które wywołują w duże emocje i zaskoczenie, ale wydaje mi się, że bardziej wynika to z samego przywiązania do bohaterów, niż planu nastawionego na bawienie się utartymi szlakami Young Adult.

Seria bardzo grzecznie idzie dokładnie wytyczoną ścieżką gatunku i już od samego początku wiemy, do czego finalnie całość prowadzi. Można by uznać, że nie ma sensu czytać Griszy, skoro Bardugo nie próbuje nawet na chwilę odejść od wytyczonych ram.

Recenzja nie zawiera spoilerów.

Uważam jednak, że dobrze zrobiła, trzymając się ich. Ponieważ jest to jej debiut i dzięki temu, zamiast zastanawiać się jak nas zaskoczyć, miała czas i miejsce, aby pokazać nam swój świat, a co ważniejsze, stworzyć naprawdę fajne postacie.

Nie trafiamy bowiem do typowego magicznego świata, w który niby jest w innym miejscu, ale równocześnie wiemy, że to coś w stylu średniowiecznej Wielkiej Brytanii. Nie. Bardugo wykosztuje swoje rosyjskie korzenie i zabiera nas do świata fantasy wzorowanego właśnie na Rosji. Mamy więc cara i carycę, bohaterowie noszą rosyjskobrzmiące imiona i wtrącają rosyjskie słówka. Co naprawdę fajnie działa na urealnienie świata, w którym się znajdujemy.

Jeszcze lepiej musi to wszystko wyglądać w oryginale, bo wydaje mi się, że nam Słowianom mimo wszystko pewne smaczki są na tyle bliskie, że mogą gdzieś uciec.

Równocześnie Bardugo wprowadza interesujący element, czyli tajemniczą Fałdę Cienia, która oddziela Ravkę od innych krain. Kiedyś tętniło tam życie, ale po jej powstaniu przeprawa przez nią staje się bardzo ryzykowna. I tylko chęć utrzymywani kontaktów handlowych sprawia, że organizowane są za nią regularne przeprawy.

Postaciami, które poznamy w tym świecie najlepiej, są Griszowie, czyli osoby uzdolnione magicznie. Bardugo dzieli ich na kilka kast, co z miejsca wprowadza ciekawą dynamikę pomiędzy wieloma bohaterami. Griszowie szkoleni są w konkretnych dziedzinach, mamy więc np. osoby posługujące się czymś w rodzaju magii ognia, czy też uzdrowicieli, których doskonałą przeciwwagę stanowią ciałobójcy, wykorzystujący taką samą wiedzą, ale w celach wojskowych.

Dowiadujemy się także, że wysoka pozycja Griszów w Ravce wcale nie jest oczywista i nie funkcjonuje na całym świecie – wręcz przeciwnie, w jednej z sąsiednich krain traktuje się ich jako zagrożenie i sukcesywnie zabija.

A my lądujemy w środku tego wszystkiego razem z Aliną Starkov. Która swój początek ma taki sam, jak praktycznie każda bohaterka YA, czyli przypadkiem odkrywa swoje ogromne moce, o których nie miała pojęcia.

I mogłoby to być nużące, gdyby nie talent Bardugo do kreowania postaci. Dostajemy całą gamę ciekawych bohaterów, których natychmiastowo polubiłam, a część z nich, jak Zmrocz, bardzo mnie zaintrygowała.

I przy Zmroczu musimy się na chwilę zatrzymać. Po pierwsze – tak wiem, że oryginalnie nazywa się Darkling i wiele osób to tłumaczenie drażni – mnie bawiło przez pierwsze strony, ale po trzech tomach już się przyzwyczaiłam. Zmrocz to Zmrocz.

Zmrocz jest tym bohaterem, którego większość książek odepchnęłaby na bok, pozwalając nam tylko przyglądać mu się z daleka, aż do samego finału. Tajemniczy, nie znamy jego intencji, wiemy, że coś tam więcej jest, ale trudno powiedzieć, co nim kieruje.

Bardugo zdecydowała się na zupełnie inny zabieg. Udało się jej z jednej strony zrobić bohatera tajemniczego, a z drugiej aktywnie wprowadzić go do fabuły, dając okazję i nam i Alinie, poznać jego charakter. Sprawia to, że doskonale rozumiemy, dlaczego właśnie on jest na czele Griszów. Bardugo nie musi pisać, że Zmrocz jest charyzmatyczny. On naprawdę taki jest, widać to w jego gestach i wypowiedziach.

Drugim – moim ulubionym bohaterem – jest Nikołaj. To jak został poprowadzony, jak w samych dialogach Bardugo oddała jego charakter – czapki z głów! Dosłownie słyszę jego śmiech i ironiczne docinki. I uwielbiam sposób, w jaki został wprowadzony do fabuły.

Jedyny bohater, który zupełnie nie wyszedł, był dla mnie Mal. Na tle wszystkich innych, był całkowicie przeźroczysty. Powód wydaje mi się prosty - wszyscy bohaterowie mieli jakieś wady, albo potrafili działać w sposób wytrącający innych bohaterów z równowagi. Mal był jedynym tym naprawdę dobrym, nieskazitelnym, który po prostu chce działać, jak trzeba. Tacy bohaterowie niestety z reguły są najnudniejsi, bo są całkowicie przewidywalni. Zna się każdą ich decyzję z dużym wyprzedzeniem.

Nie mogłabym się na chwilę nie pochylić nad Aliną. Bo podoba mi się, że w czasie tych trzech książek naprawdę się rozwinęła. Poznajemy ją, jak na YA przystało, jako niepewną siebie dziewczynę. Autorka nie tylko daje jej czas, ale i możliwości, aby popełniać błędy i uczyć się na nich. Alina dość szybko wyciąga wnioski ze swoich działań i naprawdę z przyjemnością śledziłam jej losy. Choć, nie da się ukryć, że w porównaniu z bohaterkami z planu drugiego, zdarza się jej wypadać blado.

Z drugiej strony, Bardugo ani razu nie opisuje Aliny jako "przebiegłej", czy "nadwyraz inteligentnej". Dzięki temu nie mamy tego zgrzytu narracyjnego, jaki często pojawia się w tego typu książkach, gdy postacie zupełnie nie pasują do swoich opisów. Sprawia to, że Alina nie denerwuje czytelnika, bo nie mamy względem niej wygórowanych oczekiwań. Wręcz przeciwnie, była dla mnie zwyczajną dziewczyną, która nagle znalazła się w niezwyczajnych okolicznościach i musiała sobie z tym poradzić tak, jak umiała.

Czy Trylogia Grisza będzie najlepszą trylogią, jaką w życiu przeczytacie? Nie. Znajdziecie tu wątek miłosny, a nawet kilka scen bardzo typowych dla gatunku. Jednak w moim odczuciu, Bardugo opakowała to wszystko w ciekawy świat i fajnych bohaterów, którzy pozwalają przymknąć oko na różne inne niedociągnięcia, czy pomysły. Nie jestem do końca fanką tego, jak rozwiązała się ostatnia zagadka w samym finale, ale mimo to z radością wrócę do tego świata.

A to chyba naprawdę o czymś świadczy.


Masz ochotę na więcej przemyśleń o Trylogii Griszy? Posłuchaj mojej i Asi rozmowy na ten temat :)

Prześlij komentarz

0 Komentarze