Zaskakujący rok 2018

by - niedziela, stycznia 06, 2019


Gdy zewsząd słyszy się, że wielkie zmiany zaczynają się od tych małych – z reguły człowiek nie bardzo chce w to uwierzyć. Ale patrząc na rok 2018, bez bicia przyznaję, wiele z tego, co się wydarzyło, było efektem działań z 2017 roku. Pomimo że żadna z tych rzeczy, nie była wtedy spektakularna i nie zapowiadała żadnych zmian.

Post podzieliłam na cztery części – prywatną, blogową, popkulturalną oraz postanowienia 2019, abyście mogli wybrać, które z podsumowań chcecie przeczytać, jeżeli nie macie ochoty na całość.

2018 PRYWATNIE

Rok 2018 był rokiem szalonym, pełnym trudnych decyzji i rozjazdu, pomiędzy naprawdę udanym życiem prywatnym a kompletnym rozczarowaniem w życiu zawodowym. Coraz częściej byłam przekonana, że nie jestem tam, gdzie być chciałam, to co robiłam, jakiś czas temu przestało mi dawać satysfakcję. Mieszkając w niewielkim mieście, szans na zmianę nie było szczególnie dużych. Na uwadze miałam albo wyprowadzkę do Krakowa (na którą w sumie nie było mnie stać) kontra codzienne dojazdy do niego i minimum 10 godzin spędzonych poza domem.

Równocześnie, dokładnie jak w komedii romantycznej, w Sylwestra poznałam Michała i jak na zawołanie, zakochałam się bez reszty. Nasz związek jest naprawdę, jak z tych najbardziej mdłych romansideł, zaczynając o tego, że przed moim narodzeniem bawiła go moja babcia, przez to, że mamy masę wspólnych znajomych, ale przez całe życie nie spotkaliśmy się ani razu. Co więcej, mieszkaliśmy na tej samej ulicy, a ja przez wiele lat słyszałam, że „gdybym była chłopcem, to miałabym na imię Michał, bo babcia bawiła takiego cudnego Michałka lata temu”.


Gdyby ktoś zaproponował mi obejrzenie filmu na podstawie takiego scenariusza, chyba bym go wyśmiała. Tymczasem, 10 miesięcy po pierwszym spotkaniu, spakowałam rzeczy i wprowadziłam się do Michała. Z właścicielki psa, stałam się współwłaścicielką kota (próbowaliśmy ich zaprzyjaźnić, ale niestety nic z tego nie wyszło, więc moja psinka została z rodzicami – ale to tylko dwie ulice dalej, więc nie raz wpadam, żeby ją wyprowadzić).

Kot stał pod wielkim znakiem zapytania, bo za dzieciaka byłam na kocią sierść uczulona i nie wiedziałam, jak do końca zareaguję na Emkę. Bo co innego, przebywać z kotem po dwie godziny dziennie, a co innego z nim mieszkać. Na szczęście okazało się, że albo moje uczulenie przeszło, albo koty sterylizowane nie uczulają, bo żyjemy zgodnie, z dużą ilością tulenia i głaskania.

Czasem aż muszę się uszczypnąć, żeby się upewnić, że to się naprawdę dzieje.


Zawodowo nic by się w moim życiu nie zmieniło, gdybym w 2017 roku nie wybrała się po raz pierwszy na konferencje blogerskie. Bo w tym roku bez wahania pojechałam do Poznania i spędziłam czas z niesamowitymi ludźmi, którzy dali mi kopa w tyłek i możliwości (Aniu, myślę przede wszystkim o Tobie). I tak od słowa, do słowa, zaczęłam po etacie pracować jako copywriter, by w końcu stwierdzić, że nie mam nic do stracenia, kredytu jeszcze nie zaciągnęłam i głodem nieistniejących dzieci też nie ryzykuję.

Sierpień był moim ostatnim dniem pracy etatowej i tak z końcem września (po zasłużonych wczasach na Dolnym Śląsku), założyłam własną działalność gospodarczą. Jak będzie? Nie wiem. Na razie z każdym miesiącem jest coraz lepiej, ale jestem przygotowana, że teraz nic nie wiadomo. Chyba najtrudniejsze w prowadzeniu własnej firmy, było przestawienie myślenia z „mam pewną wypłatę” na „jak nie piszę, to nie zarabiam”. W końcu całe życie pracowałam etatowo.

Czy żałuję? Jak na razie nie. Etat doprowadził mnie do momentu, gdy zamykałam się kilka razy w łazience, płacząc z bezsilności. Czy zakładam, że nigdy na etat nie wrócę? Nie. Własna działalność ma plusy i minusy, równie wiele, jak praca na etacie. Dziś takie rozwiązanie mi odpowiada, jak będzie za rok? Nie wiem, może w podsumowaniu 2019 napiszę, że wróciłam na etat i mi z tym dobrze? Czas pokaże.

Z innych spraw… 2019 będzie ostatnim rokiem, w którym będę świętować urodziny z 2 na przodzie. I o dziwo, zamiast się tym przejmować, jestem podekscytowana 😊

A to zdjęcia, które najbardziej polubiliście na moim Instagramie przez ostatni rok - przyznam, że podoba mi się Wasz gust ;)


2018 BLOGOWO

Jeżeli czegoś nie zrobiłam na blogu, to było wprowadzenie cyklu filmowego, o którym myślałam rok temu. Brakło najpierw czasu, a później chęci.

Równocześnie, skrupulatnie notowałam obejrzane filmy – 2018 rok, był zdecydowanie rokiem intensywnego chodzenia do kina, co widać we wpisach. Wyjątkowo przeważają wpisy filmowe nad serialowymi i wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie w nadchodzącym czasie. To, co muszę zrobić, to jednak zacząć skrupulatnie notować również obejrzane seriale, bo jednak nie do końca wszystkie pamiętam, a nie o wszystkim pisałam na blogu.

Zmienił się również cały mój system pracy nad blogiem. Obecnie dużo częściej piszę z wyprzedzeniem i wprowadzam dużo więcej zmian we wpisach niż wcześniej. Do tej pory publikowałam praktycznie od razu po napisaniu.

Zmieniłam także wygląd zdjęć głównych – ujednolicenie miało jeden cel: sprawić by sam wygląd zdjęcia pokazał, że jest z Bałaganu, a nie z innego bloga. Jak na razie mi się bardzo to rozwiązanie podoba, choć widzę ewentualne wady, przy próbie zmiany szablonu.

W tym roku udało mi się być tylko na jednej konferencji blogowej, w Poznaniu – z braku czasu i pieniędzy na inne, ale cieszy mnie, że to właśnie Poznań powtórzyłam w tym roku, bo w 2017 zrobił na mnie najlepsze wrażenie.

W moim oczach, Trzech Bilbordów nikt nie przeskoczył w tym roku.

2018 POPKULTURALNIE

Ale jak z najbardziej docenionymi i niedocenionymi przeze mnie rzeczami w 2018?

Filmy

Udało mi się obejrzeć 51 filmów, co jak na osobę, która zawsze miała z tym problem, jest bardzo dobrym wynikiem.

Najlepszy film, jaki widziałam w ogóle, to Trzy billboardy za Ebbing, Missouri, który nie miał w sobie nawet najmniejszej wady. Równie dobrze wspominam Tully, której nie udało mi się zrecenzować. Ale był to film ze świetnym zakończeniem, ciekawą fabułą i przede wszystkim, ani trochę nieupiększający macierzyństwa.

Obejrzałam też kilka filmów bardziej ambitnych, z których najbardziej podobało mi się The Place, bo uwielbiam takie przegadane filmy, które można równocześnie interpretować na tysiące sposobów. Trafił się też film, którego kompletnie nie zrozumiałam i nawet nie próbowałam zabrać się do pisania na jego temat: Thelma. Jak ktoś widział i wie, o co chodzi (albo choć podejrzewa), może mi wytłumaczyć.

Z kolei w dziale filmów: bez wybitnej fabuły, ale dające dużo radości w kinie, na czele stoją Zabójcze Maszyny. Szłam na film o wielkich, jeżdżących miastach, dostałam wielkie jeżdżące miasta, świetne efekty specjalne i dużo radochy.

Why Rowling, why?

W kategorii: największy zawód tego roku, Zbrodnie Grindelwalda stoją na zasłużonym podium. Zaczynając od tragicznej pracy kamer, po Rowling która sama dziurawi własny kanon. Bolało bardzo mocno.

Filmem, o którym zapomniałam, że istnieje, był Han Solo. Gdyby nie filmowy spis na IMDb, byłabym szczerze zdziwiona, że taki w tym roku oglądałam.

Z kolei film superbohaterki, który myślałam, że będzie najlepszy, ale dosłownie w ostatnich dniach grudnia został zdetronizowany, to Infinity War. Ale znajduje się tu, bo jest doskonałym popisem tego, jak budować zły charakter i jak przez lata tworzyć uniwersum tak, by później wrzucić do jednego filmu wszystkich bohaterów i wyjść z tego z obronną ręką.

Ja chcę jeszcze raz!

A filmem, który okazał się najlepszym filmem superbohaterkim, jest bez wątpienia Spider-Man Uniwersum. W detalach będę się nim zachwycać za kilka dni, ale jak tylko macie okazję, to idźcie. Biegniecie. Gnajcie do kin.

Jednym polskim filmem, jaki obejrzałam, był Kler. Na Zimną Wojnę do kin nie zdążyłam i bardzo żałuję.

Seriale

O dziwo, nie mam tu tak dużo do powiedzenia, choć nie obyło się bez rozczarowania roku.

Najbardziej w pamięć zapadła mi Sabrina z czego się bardzo cieszę, bo choć serial nie jest wolny od głupotek, to wprowadza też przyjemny powiew świeżości.

Bardzo ucieszyła mnie nowa Doktor i choć jestem do tyłu z oglądaniem, to to, co widziałam, sprawiło mi wiele radości. Niestety, gdzieś mi się obiło o uszy, że nowy showrunner ma odchodzić, a Jodie zadeklarowała, że jak on odchodzi, to ona też. Co mnie martwi bardzo, bo nowa stylistyka, nowe podejście do Doktora bardzo mi się podoba.

Scenariusz wymyślony i pisany na kolanie w 2 miesiące? WIDAĆ. Bardzo widać.
Rozczarowaniem roku z kolei było House of Cards wraz z finałowym sezonem. Nie ma na blogu jego recenzji, ponieważ zacięłam się na czwartym odcinku i za nic nie mogę się zmotywować, by oglądać dalej. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że siadałam do niego z nastawieniem: będę jedyną osobą w sieci, która będzie go bronić! No nie będę. Tym bardziej nie będę, gdyż pokusiłam się na obejrzenie spoilerowej recenzji u jakbyniepatrzeć – informacje o tym, jak dalej potoczy się fabuła, były jak nóż w plecy.

Dawno nie czytałam tak wciągającej trylogii.

Książki

Założenie miałam identyczne jak rok temu – 12 książek. W tym roku niestety nie udało mi się do tego dobić (druga połowa 2018 jakoś nie sprzyjała czytaniu).

Za to wszystkie te książki sprawiły mi ogromną radość i były bardzo zróżnicowane. Od niesamowitej części pierwszej Trylogii Stulecie „Upadek Gigantów”, przez świetną fantastykę: trylogię „Pękniętej Ziemi” N.K. Jemisin oraz kolejnej trylogii „Krucze Pierścienie” Siri Peterson, niepokojącą Annihilację (która swoją drogą była lepsza od filmu, który trochę przeinaczył pewne rzeczy). Aż po fantastycznego Trevora Noah z jego „Nielegalnym”, który daje całkowicie nową perspektywę na to, jak rasizm potrafi być skomplikowanym zjawiskiem. A kończąc na psychologicznej książce „Mózg psychopaty” Jamesa Fallona.

Może więc nie przeczytałam bardzo dużo, ale jestem niezwykle usatysfakcjonowana tytułami, jakie miałam okazję poznać. Bo wyjątkowo, nie trafiło się nic, co mnie zawiodło.

POSTANOWIENIA 2019

A jakie mam plany na 2019? Przyznam, że w tym roku podeszłam do nich zupełnie inaczej. Spojrzałam na to, co chciałabym w sobie ulepszyć i tak naprawdę, każdy z nich pokrywa się ze sobą wzajemnie.

Po pierwsze, oczywiście moim nadrzędnym celem jest utrzymanie i rozwój firmy.

Po drugie, próba wyplenienia, jeżeli nie całkowicie to w dużym stopniu, prokrastynacji. Bo gdy się zastanowiłam, to wiele rzeczy w moim życiu nigdy się nie wydarzyło lub wydarzyło dużo później, niż mogło, właśnie ze względu na nią. Dużo tekstów się nie napisało, właśnie ze względu na nią.

Po trzecie, zdrowiej żyć. Bez ograniczeń typu: od teraz nie jem słodyczy i biegam 30 km. dziennie. Raczej z podejściem, że wszystko jest dla ludzi, wdrożeniem aktywności fizycznej (która obecnie, przy pracy w domu jest, no cóż, żadna) oraz próbami gotowania zdrowszych dań. I znowu, bez rzucania się w przepaść, a stopniowym wdrażaniem, próbowaniem, sprawdzaniem co działa, a co nie. Bo jeżeli czegoś mnie ostatnie lata nauczyły, to właśnie tego, że mała zmiana stoi za tymi dużymi.


To tyle z mojego prywatnego gadania na dziś. Mało na blogu „mnie”, gdyż ciągle tylko o filmach i serialach, więc myślę, że mi wybaczycie, iż od czasu do czasu, powalam sobie na większą prywatę.

A w 2019 patrzę z ciekawością, bo przed nami wiele interesujących premier kinowych i telewizyjnych. I finał Gry o Tron! (choć zdjęcie główne chyba zdradza Wam, jak się skończy)


Trzymajcie się ciepło, nie narzekajcie na śnieg, bo w końcu mamy zimę i… wszystkiego dobrego dla Was w 2019 roku 😊

You May Also Like

0 komentarze